Idę... mam przed sobą tylko kręte schody w dół światło gdzieś zanika straszna ciemność
słyszę niewyraźnie czyjeś głosy jakiś chór - nuci wciąż melodię całą wieczność
Mamo choć na chwilę weź na ręce... przytul mnie tutaj jest tak zimno boję się
zapal... płomyk świecy towarzyszem będzie twym on rozjaśni mrok osuszy łzy
czasem chcąc zapomnieć marzę o nim albo śnię biały chleb mam w swoim ręku a na ustach białą pieśń
mała marzycielko tylko w wyobraźni swej możesz być tancerką w białej sukni w jasny dzień
unieś się jak kiedyś delikatnie cichuteńko tam zatańczysz z wiatrem promyk słońca bedzie grał
rzuć w niepamięć to co rani wspomnij łąkę białych kalii chciałaś tańczyć mgłą okryta biegać - stopą ziemi nie dotykać
Tutaj jednak moja mała w ciemnej celi ci została oprócz mokrych ścian podłogi - wyobraźnia i sen błogi.
Kategoria:
Debiuty amatorskie
Tagi tego wiersza:
strach, ciemność
Pozostałe wiersze autora:
Kręte schody
|